Rekomendacje


K. Raksimowicz, 2018

"Najmniejsza pomoc znaczy więcej niż największe chęci"
                                     Oscar Wilde

Dziękuję za każdy dzień opieki nad moją ciocią - Łucją Robaczewską. 
Chylę czoło przed trudem pracy całego personelu, którego profesjonalizm, cierpliwość, dar niesienia pomocy u schyłku życia pensjonariuszy DPS "Laurentius" zasługują na uznanie. 
Dziękuję za (...) okazany szacunek i godne pożegnanie mojej Cioci.
DPS i Dom Opieki "Laurentius" w Olsztynie to miejsca przyjazne ludziom. Tu u schyłku życia w godnych warunkach zapewnioną mają profesjonalną opiekę, zrozumienie dla swoich ułomności i miłą atmosferę.


czytaj

Ryszard Nowicki; Renata Wacinska, kwiecień 2016

Zanim Matka i Żona niżej podpisanych, Anna Sułkowska-Nowicka, z nieuleczalną chorobą trafiła w lipcu 2013 roku  do Domu Opieki "Laurentius" w Olsztynie, odwiedziliśmy inne podobne placówki, nie tylko w Olsztynie. "Laurentius" oceniliśmy najwyżej ze względu na organizację pracy, sposób świadczenia usług opiekuńczych, atmosferę panującą w Domu, aktywność pracowników...
Nie pomyliliśmy się. Przez cały okres pobytu w "Laurentiusie" nasza Mama i Żona miała zapewnioną opiekę o standardzie zachodnioeuropejskim.
Mogliśmy obserwować przede wszystkim działalność opiekunek i pielęgniarek będącą na wysokim poziomie profesjonalnym, zarówno jeśli chodzi o działalność pielęgnacyjną, terapeutyczną jak i prace psychologiczną, próby dotarcia do świadomości chorej, komunikowanie, uspakajanie, cierpliwość.
Doceniamy także takt i umiejętności pracowników w kontaktach z nami jako Rodziną, a także otwarcie i akceptację na nasze uwagi i prośby. 
 
Z szacunkiem
Ryszard Nowicki
Renata Wacinska


czytaj

Anna Ciuksza, 2015 r.

Moja Mama jest w Waszym Domu ze schorzeniem alzheimera już szósty rok. Wiem, jaka to jest trudna decyzja, umieścić najbliższą osobę w ośrodku. Ale dzisiaj wiem, że to była najlepsza decyzja. Moja Mama jest bezpieczna, zadbana i spokojna. Ja przyjeżdżam do Niej prawie codziennie i też się czuję bezpiecznie i domowo. Wszystko to zawdzięczam całemu personelowi, niesamowicie oddanemu i empatycznemu. Bardzo Wam dziękuję.
 


czytaj

Lilianna Wikiel listopad 2015

Z głębi serca płynące podziękowania za troskliwą opiekę i okazywane serce naszej ukochanej Mamie Łucji Raubo, wszystkim pracownikom Domu Opieki "Laurentius", w szczególności opiekunkom za ich trud i życzliwość, pracownikom medycznym, terapeutom, rehabilitantom i obsłudze.
Dziękuję pani Dyrektor i pani Kierownik za umożliwienie nam przebywania z mamą, jak w naszym wspólnym domu.
Nie zapomnimy Domu Opieki "Laurentius", bo to tu przestało bić serce naszej ś.p. Mamy. Wdzięczna rodzina
 
                 Lilianna Wikiel,
                 listopad 2015


czytaj

Marek Przyczyna, czerwiec 2015 r.

Babcia moja mieszka w Domu Pomocy Społecznej "Laurentius" od 2006 roku. Jest to wspaniałe miejsce dla osób w podeszłym wieku. Wspaniała opieka i zaangażowanie całego personelu w utrzymanie wysokiego komfortu życia mieszkających tam ludzi w podeszłym wieku. Moja babcia dożyła tam szczęśliwie uroczystości 100-nych urodzin i dzięki panującym tam warunkom i opiece cieszy się wspaniałym zdrowiem.  Bardzo polecam ten Dom, bo po prostu jest to DOM.


czytaj

Jóżef Jan Piwoński, czerwiec 2015 r.

W imieniu mojego brata i rodziny chciałem złożyć szczególne podziękowania za sprawną opiekę i intensywną rehabilitację, która przywróciła sprawność ruchową mego brata po przebytym udarze. Codzienna opieka, w tym również terapeutyczna i medyczna sprawiły, że stan zdrowia psychofizycznego znacznie się poprawił i utwierdził nas  w przekonaniu o dobrym wyborze placówki opiekuńczej, która zostałą nam polecona przez inną rodzinę, której bliska osoba również przebywa w tej placówce.


czytaj

Maria Warnel, żona mieszkańca DPS, czerwiec 2015 r.

Mój mąż Henryk jest Mieszkańcem Domu Pomocy Społęcznej LAURENTIUS w Olsztynie od 2013 roku. Odwiedzam męża bardzo systematycznie, jestem u niego kilka razy w tygodniu i czuję się w tej placówce jak u siebie w domu. Jesteśmy oboje z mężem bardzo zadowoleni z opieki, jaką on jest tu otoczony, nie mamy żadnych uwag. Uważam, że personel DPS LAURENTIUS w Olsztynie podchodzi do podopiecznego profesjonalnie, pracownicy są mili, uczynni i pomagają w każdej sytuacji.


czytaj

Romka Sadowska, marzec 2015 r.

Dziękuję z całego serca pracownikom, którzy stworzyli w LAURENTIUSIE dla naszej ukochanej mamy prawdziwą przystań, pełną troski i szacunku dla jej cierpienia.


czytaj

"Do dziewczyn o złotych sercach"

Do dziewczyn o złotych sercach

Siedzimy na tarasie pięknie przyozdobionym kwiatami, przed nami widok na duży, pieczołowicie wypielęgnowany ogród i na staw z mostkiem, jak z romantycznego filmu albo ze starej pocztówki. A za tym wszystkim jeszcze ściana lasu. Pani doktor o znanym niegdyś w Olsztynie nazwisku po latach pracy postanowiła zostać mieszkanką tego Domu. I ja-niemal codzienny gość składający tu wizyty od 1 lipca 2013 roku. To wtedy właśnie z Fundacja Laurentius, Domem Opieki „Laurentius” podpisałem umowę na świadczenie usług opiekuńczych jako pełnomocnik osoby mi bliskiej, zamieszkałej w Warszawie…

Oglądałem firmowe druki Fundacji z zainteresowaniem – opatrzone logiem, rysuneczkiem zgrabnie nakreślonym, z dwoma wieżami kościelnymi i napisem: Diakonia Neuendettelsau. Do umowy dołączono kilka załączników. Pierwszy z tytułem „Posłannictwo diakonii” to właściwie wyjaśnienie, że słowo diakonia, wywodzące się z greki znaczy „służba”, a podstawa diakonii jest aktywna troska o ludzi słabych, bezbronnych i dzieci, niepełnosprawnych, wszystkich potrzebujących opieki oraz wsparcia. To już teraz historia, podobały mi się zadania diakonii. I Dom opieki Laurentius – dobrze zaprojektowany, funkcjonalny, znakomicie wyposażony, w dodatku sprawiający wrażenie sprawnie działającego mechanizmu. To zaważyło na mojej decyzji: żegnaj Warszawo, w Olsztynie moja chora żona znajdzie dobra opiekę, której sam nie jestem jej w stanie zapewnić. I teraz niemal codziennie przychodzę z wizytą do Domu Opieki „Laurentius”.

Wysłuchuje relacji Pań opiekunek „co dzisiaj u żony”, obserwuję skomplikowane przejażdżki domowników wózkami, starania opiekunek, aby „udały się” posiłki. I spotkania starszych Pań unieruchomionych w Fotelach z terapeutką. To nic, że śpiewają „jak dobrze nam zdobywać góry”. Tę piosenkę akurat zapamiętały najlepiej.

Mamy więc o czym rozmawiać siedząc na tarasie "Laurentiusa". Mieszkanka Domu, pani doktor, jest osoba spostrzegawczą, wyraża opinie przekonywujące, w dodatku poparte medyczna wiedzą i doświadczeniem z długich lat lekarskiej praktyki. Patrzymy na różnorodne czynności opiekunek i zgodni jesteśmy, co do tego, iż panie pracują profesjonalnie, a w dodatku potrafią być takie miłe...

Tak jak ja, inni odwiedzający Dom Opieki twierdzą, że nie można zostawiać myślenia o przebywających tu bliskich osobach po opuszczeniu progów instytucji. To temat powracający. Na ulicy podczas spaceru, w samochodzie, w domu. Dlatego po raz któryś sięgam do książki, prezentu od dyrekcji Domu Opieki, Elke Endrass: "Wilhelm Loehe - Jak ojciec diakonis połączył pobożność i miłość bliźniego z przedsiębiorczością" (Wyd. Wichern, Berlin 2012).

Wilhelm Loehe /1808-1872/ był dzieckiem ewangelickiego ruchu odnowy, rozwijającego się od przełomu XVIII i XIX w. Kiedy jako młody administrator parafii trafił do Neuendettelsau, była to wioska "mizerna", zapuszczona, w której bieda wyzierała z każdego kąta. Loehe wzniósł tu Dom Macierzysty Diakonis, kaplicę, dwa szpitale, dom sierot, dom resocjalizacji dziewcząt, ośrodek dla ludzi niepełnosprawnych umysłowo, zakłady zaopatrzeniowe, zorganizował gospodarstwo rolne. A dziś - jak podaje autorka - nazwa Neuendettelsau znana jest niemal wszystkim protestantom, stała się "ewangelickim Rzymem w Bawarii". Wilhelm Loehe uczynił coś jeszcze: stworzył zasady nowoczesnego zarządzania i pozostawił po sobie pomysł wyjścia diakonii poza granice Niemiec. Z tego co zapoczątkował powstała cała sieć inicjatyw diakonijnych, licząca ponad 200 instytucji w kraju i za granicą... Miedzy innymi w Olsztynie.

Jeśli z podziwem patrzę na funkcjonowanie Domu Opieki "Laurentius" muszę z uznaniem myśleć o ludziach, którzy nim zarządzają, organizują życie tej instytucji. Ale najbardziej o tych, których widzę. Najwięcej więc wiem o pracy terapeutek, pielęgniarek, przede wszystkim zaś opiekunek. Większość z nich ukończyła policealną szkołę dla opiekunów w domach pomocy społecznej. Zaczynały naukę w policealnej szkole mając czasem już dyplomy licencjackie wyższych uczelni, tytuły inżynierów, studia ekonomiczne, pedagogiczne. Dlaczego więc zdecydowały się na trudny zawód opiekunki w domu pomocy?

"Przez dłuższy czas musiałem pielęgnować kogoś bardzo chorego z rodziny" - wyznała mi kiedyś jedna z pań. Inna mówiła, że wierzy w sprawiedliwość losu. Wszyscy w najbliższej rodzinie chorują na nowotwory. Wiem, że mnie kiedyś będzie potrzebna opieka. Jeśli więc los jest sprawiedliwy...

-"Czasem w zawód "wpada się" przez wolontariat, który dowartościowuje i daje satysfakcję" - słyszałem innym razem.

Wolontariusze zjawiają się w Domu często. Nie tylko z kraju. Z Niemiec przyjeżdżają młodzi ludzie, aby sprawdzić się przed wyborem kierunku studiów, albo z powodów religijnych, bądź żeby przeżyć przygodę.

Tak oto zwierzał mi się młody Niemiec, żegnając się z Domem Opieki po 10 miesiącach wolontariatu: "Jestem zadowolony, bo była to dla mnie szkoła życia. I jeszcze poznałem wspaniałe polskie dziewczyny o złotych sercach".

Dawno temu miałem okazję rozmawiać ze świetnym chirurgiem Adamem Majewskim. Także o polskich kobietach. Nie pamiętam dokładnie, jakich symboli doktor używał. Było na pewno coś o sercu. Szlachetnym, wielkim czy może złotym - nie pomnę.

W latach 60-tych ukazały się wspomnienia dr Majewskiego, "Wojna, ludzie i medycyna". Książka stała się hitem na księgarskim rynku. Autor przedstawia swój szlak bojowy - wędrówkę z Wojskiem Polskim po egzotycznych krajach, w sanitarnych czołówkach, szpitalach ,  z którymi był związany, pisał o ratowaniu chorych i rannych, także w słynnym "Domku doktora" pod Monte Cassino, gdy trwała tam bitwa. O kobietach wspominał też. "Nie ulega kwestii, że fachowość zarówno sisters, jak i nurses brytyjskich był lepsza niż polskich... Angielski personel pielęgniarski to zespół automatów. Ich podejście do chorego czy rannego jest fachowe, pedantyczne, systematyczne, ale brak w nim ciepła. Nie wyobrażam sobie pielęgniarki brytyjskiej - która by się do rannego uśmiechnęła, pogładziła po głowie i porozmawiała z nim po prostu i po ludzku..." A dalej:"... widziałem rannych żołnierzy brytyjskich, którzy po leczeniu opuszczali polski szpital i żegnając się z płaczem dziękowali za opiekę i prawdziwie ludzkie podejście do nich. Niektórzy wprost mówili, że nigdy dotąd nikt im tyle serca nie okazał.

Ludzkie podejście, okazywanie serca - teraz rozumiem, co to znaczy, bo widzę to niemal każdego dnia w Domu Opieki. Często spontanicznie zdarza mi się wykrzyczeć "Dziękuję, dziękuję!". Nie miałem wielu okazji, aby powiedzieć coś więcej "dziewczynom o złotych sercach".

Ryszard Nowicki

Olsztyn, lipiec 2015


czytaj